Wiąże się to zresztą z historią tego przysmaku. Otóż za pomysłodawczynie uważa się Josefe Marmanillo, Murzynkę z doliny Canete, która dotknięta paraliżem, udała sie na pielgrzymkę do Limy, by prosić Chrystusa z Pachacamilli (obecnie Senor de los Milagros) o łaskę. W ofierze zlożyła wlaśnie turrón. I wtedy dokonał się cud, a dona Pepe (tak bowiem brzmi zdrobnienie od imienia Josefa) co roku w dniu procesji ofiarowywała Chrystusowi swoj wypiek. Obecnie bez problemu można spróbowac turronu także poza granicami Peru, a jego popularnosc sprawiła, ze powstała nawet czekolada "dona Pepe" (co prawda bez miodu, ale takze tonie w kolorowych pastylkach). Ponadto turron może osiągać dośc znaczne rozmiary...wyobraźcie sobie 307 metrów słodkości:). (S)
Brzmi zachęcająco, ale czy smakuje? W sumie to widzę po oczach, że Sandrze tak... :)
OdpowiedzUsuń